|
Zagłębiłem się w lekturę artykułu autorstwa Jolanty Tołczyk o przygotowaniach do igrzysk w Londynie. Jakie było moje zdziwienie gdy wyczytałem w nim, że za cześć niepowodzeń w zdobywaniu Quota Places odpowiadają strzelcy amatorzy:
... Nie mammy też, jak chociażby zachodni sąsiedzi tak rozwiniętego przemysłu produkującego sprzęt strzelecki. Z różnych przyczyn nie ma też tak dużej liczby uprawiających strzelectwo sportowe, jak było to przed II wojną światową. Staramy sobie radzić rozwijając strzelectwo amatorów, którzy z założenia mają wspierać kluby startując w zawodach, opłacając składki, umożliwiając tym samym stowarzyszeniom pozyskiwanie środków na działalność szkoleniową i utrzymanie obiektów. Niestety i na tym polu dochodzi do konfliktów i niezadowolenia, zwłaszcza tych, dla których zapłacenie składki, czy opłaty startowej jest przeżyciem traumatycznym. Ale to temat na odrębne opracowanie...
Pani Jola musi bardzo cenić tę chyba najliczniejszą w naszym związku grupę bo jak sądzę liczącą ok 12.000 członków pisząc, zacytuje jeszcze raz ...zwłaszcza tych, dla których zapłacenie składki, czy opłaty startowej jest przeżyciem traumatycznym
tu moża przeczytać cały tekst Pani Joli
Swoją drogą z utęsknieniem czekam na obiecane odrębne opracowanie w sprawie jak sądzę strzelectwa amatorów w Polsce.
Z końcowego akapitu tego tekstu dowiedziałem się również, co leżało u podstaw zapisów regulaminowych dot. min. ilości startów dla przedłużenia licencji:
Świadomość, że zapisy regulaminowe o obowiązkowym odbyciu określonej liczby strzelań w roku przynajmniej w jakimś stopniu wpływają na dochody tych stowarzyszeń, pozwala łatwiej znosić inwektywy jakimi obrzucają nas uczestnicy niektórych „dyskusji" i publikacji.
Michał Mizgalski
|